Bo jestem szczęśliwa.
Bo w końcu spotkało mnie coś - co nie jest dziełem przypadku.
Szkoła, klasa, dj, G., A. - to wszystko to zajebiste dzieło przypadku.
Nawet moje życie, to tylko kwestia, chwili.
Podziękuj moim rodzicom, za to, że mieli wtedy ochotę - inaczej byśmy się nigdy nie spotkali.
I nagle on.
Osoba, którą prędzej czy później był spotkała.
Jak nie wtedy, to za 2 tygodnie.
Jak nie wtedy, to za rok.
On - zawsze przy mnie był!
A ja nieświadomie, jeździłam do Ojcowa, bo coś mnie tam ciągnęło i wiedziałam, że tam jest coś co na mnie czeka.
I czekał.
I teraz, co tydzień jeżdżę do Ojcowa, chodzę, zwiedzam. I coś wypełniło lukę, która we mnie panowała.
I zaczęłam się uśmiechać tak jak on lubi.
I zaczęłam układać włosy tak, by mógł się nimi bawić i by mu się podobały.
I zaczęłam nosić czerwone stringi, bo on uwielbia mnie w nich.
I z Truskawci, wiecznie uśmiechniętej stałam się Aniołem. Jego Aniołem.
Anioł, w czerwono - krwistej bieliźnie.
poniedziałek, 22 września 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz