Dawno mnie nie było tutaj.
Przeżyliście chyba jednak.
Ja ledwo co dycham. Wzięła mnie choroba.
Ale nie o tym chcę porozmyślać.
Stajemy w życiu przed wyborami, wobec których łamie się serce.
Trudno jest być rozdartym pomiędzy be or not to be.
Dużo się zmieniło.
Chociaż.
Sylwester był szalony.
nawet studniówkę już przeżyłam.
Fakt faktem to był koszmar, ale przynajmniej to już za mną.
Mój partner jest moim największym koszmarem.
Przyjaciółka dała mi ultimatum.
Ja staję tuż przed przepaścią.
O włos od śmierci dokonałam wyboru.
Jednak skacze. I tak spadam w czarną dziurę wieczności.
Czy to kogoś obchodzi?
Nie.
Nawet mnie to nie obchodzi.
Spadnę.. nie spadnę.
Co to za różnica w ogóle?
Grunt to się zabić.
I zapalić L&M.
reszta jest nie ważna.
I znów kończy się dzień. To najpiękniejsza pora dnia. jednak po nocy znów nastanie dzień
W sumie, jakby na to nie patrzeć - szkoda.
wtorek, 10 lutego 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)