Rośnie we mnie złość.
Ogromna, wielka, nie ograniczona żadną siła.
Mam ochotę niszczyć, ranić, pastwić się.
Serdecznie w dupie mam odczucia innych.
interesuję mnie tylko jedna rzecz.
I ciemność.... Ta ciemność mną owładnia.
To nie możliwe. I irracjonalne.
Ale tak.
Masz zajebistą psychę.
niedziela, 28 września 2008
poniedziałek, 22 września 2008
Bo tak!
Bo jestem szczęśliwa.
Bo w końcu spotkało mnie coś - co nie jest dziełem przypadku.
Szkoła, klasa, dj, G., A. - to wszystko to zajebiste dzieło przypadku.
Nawet moje życie, to tylko kwestia, chwili.
Podziękuj moim rodzicom, za to, że mieli wtedy ochotę - inaczej byśmy się nigdy nie spotkali.
I nagle on.
Osoba, którą prędzej czy później był spotkała.
Jak nie wtedy, to za 2 tygodnie.
Jak nie wtedy, to za rok.
On - zawsze przy mnie był!
A ja nieświadomie, jeździłam do Ojcowa, bo coś mnie tam ciągnęło i wiedziałam, że tam jest coś co na mnie czeka.
I czekał.
I teraz, co tydzień jeżdżę do Ojcowa, chodzę, zwiedzam. I coś wypełniło lukę, która we mnie panowała.
I zaczęłam się uśmiechać tak jak on lubi.
I zaczęłam układać włosy tak, by mógł się nimi bawić i by mu się podobały.
I zaczęłam nosić czerwone stringi, bo on uwielbia mnie w nich.
I z Truskawci, wiecznie uśmiechniętej stałam się Aniołem. Jego Aniołem.
Anioł, w czerwono - krwistej bieliźnie.
Bo w końcu spotkało mnie coś - co nie jest dziełem przypadku.
Szkoła, klasa, dj, G., A. - to wszystko to zajebiste dzieło przypadku.
Nawet moje życie, to tylko kwestia, chwili.
Podziękuj moim rodzicom, za to, że mieli wtedy ochotę - inaczej byśmy się nigdy nie spotkali.
I nagle on.
Osoba, którą prędzej czy później był spotkała.
Jak nie wtedy, to za 2 tygodnie.
Jak nie wtedy, to za rok.
On - zawsze przy mnie był!
A ja nieświadomie, jeździłam do Ojcowa, bo coś mnie tam ciągnęło i wiedziałam, że tam jest coś co na mnie czeka.
I czekał.
I teraz, co tydzień jeżdżę do Ojcowa, chodzę, zwiedzam. I coś wypełniło lukę, która we mnie panowała.
I zaczęłam się uśmiechać tak jak on lubi.
I zaczęłam układać włosy tak, by mógł się nimi bawić i by mu się podobały.
I zaczęłam nosić czerwone stringi, bo on uwielbia mnie w nich.
I z Truskawci, wiecznie uśmiechniętej stałam się Aniołem. Jego Aniołem.
Anioł, w czerwono - krwistej bieliźnie.
środa, 17 września 2008
Przepraszam.
Przepraszam.
Nie umiem inaczej wyrazić swojego egoizmu i hipokryzji.
Przepraszam, że mówiłam tyle zbędnych słów.
Ale było warto, ażeby poczuć to, że nie jest się gówniarzem.
Miło się człowiek czuję, gdy nagle dostrzega to, że był kiedyś głupi.
Nie umiem inaczej wyrazić swojego egoizmu i hipokryzji.
Przepraszam, że mówiłam tyle zbędnych słów.
Ale było warto, ażeby poczuć to, że nie jest się gówniarzem.
Miło się człowiek czuję, gdy nagle dostrzega to, że był kiedyś głupi.
poniedziałek, 1 września 2008
Czar
Czar prysnął.
Minęły marzenia i te złudzenia,
Nieco absurdalne, niedorzeczne i błache.
Minęły tańce snów,
różowe, zielone, lekko zakręcone.
Gdzieś zatraciła się gra zapachów,
różanych, damskich no i trochę męskich,
Nie słyszalne są już szepty,
które kiedyś były odczuwalne wręcz na skórze.
Został juz tylko motyl w brzuchu,
gdzieś zaschnięta łza i rozmazany tusz,
został ślad po szmince na kołnierzu
no i jeszcze ból.
Dedykuję ten wiersz dwóm osobom. A i L.
L, bo jest chorym skurwysynem,
A, bo była niczym przyjaciółka, a zraniła mnie tak bardzo, że już nawet nie mam łez.
Subskrybuj:
Posty (Atom)