niedziela, 28 września 2008

:*

Rośnie we mnie złość.
Ogromna, wielka, nie ograniczona żadną siła.
Mam ochotę niszczyć, ranić, pastwić się.
Serdecznie w dupie mam odczucia innych.
interesuję mnie tylko jedna rzecz.
I ciemność.... Ta ciemność mną owładnia.
To nie możliwe. I irracjonalne.
Ale tak.
Masz zajebistą psychę.

poniedziałek, 22 września 2008

Bo tak!

Bo jestem szczęśliwa.
Bo w końcu spotkało mnie coś - co nie jest dziełem przypadku.
Szkoła, klasa, dj, G., A. - to wszystko to zajebiste dzieło przypadku.
Nawet moje życie, to tylko kwestia, chwili.
Podziękuj moim rodzicom, za to, że mieli wtedy ochotę - inaczej byśmy się nigdy nie spotkali.
I nagle on.
Osoba, którą prędzej czy później był spotkała.
Jak nie wtedy, to za 2 tygodnie.
Jak nie wtedy, to za rok.
On - zawsze przy mnie był!
A ja nieświadomie, jeździłam do Ojcowa, bo coś mnie tam ciągnęło i wiedziałam, że tam jest coś co na mnie czeka.
I czekał.
I teraz, co tydzień jeżdżę do Ojcowa, chodzę, zwiedzam. I coś wypełniło lukę, która we mnie panowała.
I zaczęłam się uśmiechać tak jak on lubi.
I zaczęłam układać włosy tak, by mógł się nimi bawić i by mu się podobały.
I zaczęłam nosić czerwone stringi, bo on uwielbia mnie w nich.
I z Truskawci, wiecznie uśmiechniętej stałam się Aniołem. Jego Aniołem.
Anioł, w czerwono - krwistej bieliźnie.

środa, 17 września 2008

Przepraszam.

Przepraszam.
Nie umiem inaczej wyrazić swojego egoizmu i hipokryzji.
Przepraszam, że mówiłam tyle zbędnych słów.
Ale było warto, ażeby poczuć to, że nie jest się gówniarzem.
Miło się człowiek czuję, gdy nagle dostrzega to, że był kiedyś głupi.

poniedziałek, 1 września 2008

Czar

Czar prysnął.                                                                                                                                                      

Minęły marzenia i te złudzenia,

Nieco absurdalne,  niedorzeczne i błache.

Minęły tańce snów,

różowe, zielone, lekko zakręcone.

Gdzieś zatraciła się gra zapachów,

różanych, damskich no i trochę męskich, 

Nie słyszalne są już szepty, 

które kiedyś były odczuwalne wręcz na skórze.

Został juz tylko motyl w brzuchu, 

gdzieś zaschnięta łza i rozmazany tusz, 

został ślad po szmince na kołnierzu

no i jeszcze ból.

Dedykuję ten wiersz dwóm osobom. A i L.

L, bo jest chorym skurwysynem, 

A, bo była niczym przyjaciółka, a zraniła mnie tak bardzo, że już nawet nie mam łez.