Zawsze tu wracam jak jest mi źle.
I jest tak i tym razem.
Sztuki nie będzie.
Przedstawienie się skończyło.
Kolejne zresztą.
K. bohater mojej opowieści.
Bohater moich ostatnich 8 miesięcy w piątek, a raczej w sobotę oznajmił mi Nie.
Nie jestem warta czyjegoś zachodu.
niedziela, 24 maja 2009
wtorek, 10 lutego 2009
Zmierzch
Dawno mnie nie było tutaj.
Przeżyliście chyba jednak.
Ja ledwo co dycham. Wzięła mnie choroba.
Ale nie o tym chcę porozmyślać.
Stajemy w życiu przed wyborami, wobec których łamie się serce.
Trudno jest być rozdartym pomiędzy be or not to be.
Dużo się zmieniło.
Chociaż.
Sylwester był szalony.
nawet studniówkę już przeżyłam.
Fakt faktem to był koszmar, ale przynajmniej to już za mną.
Mój partner jest moim największym koszmarem.
Przyjaciółka dała mi ultimatum.
Ja staję tuż przed przepaścią.
O włos od śmierci dokonałam wyboru.
Jednak skacze. I tak spadam w czarną dziurę wieczności.
Czy to kogoś obchodzi?
Nie.
Nawet mnie to nie obchodzi.
Spadnę.. nie spadnę.
Co to za różnica w ogóle?
Grunt to się zabić.
I zapalić L&M.
reszta jest nie ważna.
I znów kończy się dzień. To najpiękniejsza pora dnia. jednak po nocy znów nastanie dzień
W sumie, jakby na to nie patrzeć - szkoda.
Przeżyliście chyba jednak.
Ja ledwo co dycham. Wzięła mnie choroba.
Ale nie o tym chcę porozmyślać.
Stajemy w życiu przed wyborami, wobec których łamie się serce.
Trudno jest być rozdartym pomiędzy be or not to be.
Dużo się zmieniło.
Chociaż.
Sylwester był szalony.
nawet studniówkę już przeżyłam.
Fakt faktem to był koszmar, ale przynajmniej to już za mną.
Mój partner jest moim największym koszmarem.
Przyjaciółka dała mi ultimatum.
Ja staję tuż przed przepaścią.
O włos od śmierci dokonałam wyboru.
Jednak skacze. I tak spadam w czarną dziurę wieczności.
Czy to kogoś obchodzi?
Nie.
Nawet mnie to nie obchodzi.
Spadnę.. nie spadnę.
Co to za różnica w ogóle?
Grunt to się zabić.
I zapalić L&M.
reszta jest nie ważna.
I znów kończy się dzień. To najpiękniejsza pora dnia. jednak po nocy znów nastanie dzień
W sumie, jakby na to nie patrzeć - szkoda.
niedziela, 28 grudnia 2008
Motyl i Skafander.
To co ty nazywasz jednym dniem, dla motyla zowie się całe życie.
Moja dusza, śmiem twierdzić, gdzieś się zakneblowała.
Gdzieś pomiędzy czas działać, a marzyć.
Śmieszne.
Albo i nie?
Staram się stworzyć prezentacje maturalną.
Jakaś awantura (chyba o Kasię?) wisi w powietrzu.
Martwię się.
Dotarło do mnie, że to ostatnie dni TEGO roku. Roku, który jest granicą
Granicą pomiędzy czym, a czym?
Zapomniałam..
A! Już wiem! Pomiędzy dzieciństwem, a dorosłością.
I tak będę gówniarzem, nawet za kilkanaście lat, ale teraz kończą mi się przelewki.
19 (!) rok życia mi płynie.
No przecież to niemożliwe.
Jeszcze wczoraj miałam 13 lat i szłam pierwszego dnia do gimnazjum.
Jeszcze wczoraj miałam ciemny blond na głowie, godzinę później rudy, a od kilku chwil jestem złotowłosą królewną.
To chyba jednak, nie było wczoraj?
I chyba wczoraj, też nie pocałowałam pierwszy raz chłopaka.
Jak nie wczoraj to przedwczoraj, o!
Moja dusza, śmiem twierdzić, gdzieś się zakneblowała.
Gdzieś pomiędzy czas działać, a marzyć.
Śmieszne.
Albo i nie?
Staram się stworzyć prezentacje maturalną.
Jakaś awantura (chyba o Kasię?) wisi w powietrzu.
Martwię się.
Dotarło do mnie, że to ostatnie dni TEGO roku. Roku, który jest granicą
Granicą pomiędzy czym, a czym?
Zapomniałam..
A! Już wiem! Pomiędzy dzieciństwem, a dorosłością.
I tak będę gówniarzem, nawet za kilkanaście lat, ale teraz kończą mi się przelewki.
19 (!) rok życia mi płynie.
No przecież to niemożliwe.
Jeszcze wczoraj miałam 13 lat i szłam pierwszego dnia do gimnazjum.
Jeszcze wczoraj miałam ciemny blond na głowie, godzinę później rudy, a od kilku chwil jestem złotowłosą królewną.
To chyba jednak, nie było wczoraj?
I chyba wczoraj, też nie pocałowałam pierwszy raz chłopaka.
Jak nie wczoraj to przedwczoraj, o!
sobota, 27 grudnia 2008
Tak, tak!
Tak mili moi.
Trzeba umieć żyć.
Z całych sił, tak ażeby inni mogli Ci zazdrościć.
Życie nie jest proste, i nie każdy umie poprawnie żyć.
I trzeba umieć marzyć. O tak. To dopiero sztuka.
Marzyłam ostatnio o jakiejś pięknej chwili.
I przypomniał mi się zeszły rok. Sylwester.
Kto by pomyślał?
No kto?
To było tak dawno, że aż... ledwo pamiętam.
To było tak dawno, że śmiem twierdzić, iż to nie żyłam wtedy ja.
Rok temu miałam 17 lat.
A teraz mam 18.
Rok temu sądziłam, że jestem wyjątkowa i że zmienię cały świat.
Nie rozpaczałam, szalałam - i tłumaczyłam się, że mi tak wolno.
A teraz?
A teraz rozpaczam, bo czuję, że mi coś ucieka. Już nie szaleje - bo wyrosłam z tego.
Bunt mam za sobą.
Ciężko było.
Mój krzyk: Bo ja chcę!
I miłość była łatwiejsza.
I wszystko było łatwiejsze.
A teraz już nie jest.
Ciekawe czy wrócę jeszcze kiedyś?
Chyba nie.
Mam nadzieję, że tam gdzie zawędruję pokocha mnie ktoś.
Ktoś.
Ktoś.
Ktoś.
A jak nie? To co?
To nic.
Przecież trzeba umieć żyć.
Trzeba umieć żyć.
Z całych sił, tak ażeby inni mogli Ci zazdrościć.
Życie nie jest proste, i nie każdy umie poprawnie żyć.
I trzeba umieć marzyć. O tak. To dopiero sztuka.
Marzyłam ostatnio o jakiejś pięknej chwili.
I przypomniał mi się zeszły rok. Sylwester.
Kto by pomyślał?
No kto?
To było tak dawno, że aż... ledwo pamiętam.
To było tak dawno, że śmiem twierdzić, iż to nie żyłam wtedy ja.
Rok temu miałam 17 lat.
A teraz mam 18.
Rok temu sądziłam, że jestem wyjątkowa i że zmienię cały świat.
Nie rozpaczałam, szalałam - i tłumaczyłam się, że mi tak wolno.
A teraz?
A teraz rozpaczam, bo czuję, że mi coś ucieka. Już nie szaleje - bo wyrosłam z tego.
Bunt mam za sobą.
Ciężko było.
Mój krzyk: Bo ja chcę!
I miłość była łatwiejsza.
I wszystko było łatwiejsze.
A teraz już nie jest.
Ciekawe czy wrócę jeszcze kiedyś?
Chyba nie.
Mam nadzieję, że tam gdzie zawędruję pokocha mnie ktoś.
Ktoś.
Ktoś.
Ktoś.
A jak nie? To co?
To nic.
Przecież trzeba umieć żyć.
środa, 24 grudnia 2008
Święta. I co dalej?
Ano tak mili moi, ano tak.
Nastał TEN czas.
Święta.
Kolejna Wielka Impreza, a raczej Wielka Improwizacja w moim domu.
Wigilie odbębnione.
Pierwsza w domu - w gronie 4 osób.
Dziwnie. Przemilczane zwrotki piosenki życia, które powinny zostać 'zaśpiewane'.
Czytałam Biblię. Jakaś gorycz wspomnień mignęła mi przed oczyma i ukłuła w serce.
Druga [Wigilia] - u babci.
Zwykłe spotkanie przed kilku potrawach, chociaż... Dziadek się wzruszył.
Widać, że robi mu się ciężko, że wszyscy - wujek Maniek, ciotka Urszula, ciotka Ziótka i reszta zaczynają się nie ubłagalnie zbliżać ku końcowi.
Smutne.
Za nie całą godzinę pasterka - nie idę na nią.
A miałam.
Ale.. no cóż grzeszę lenistwem.
Pomalowałam usta na czerwono - po co?
Nie mam pojęcia.
A..Bo są brzydkie - dlatego.
W ogóle czuję się brzydko. Szaro.
I życzę CI by w przyszłym roku to ludzie rozśmieszali Ciebie, a nie Ty ich.
I na miłośc Boską, wróć po Sylwestrze do szkoły!
Acha. Wrócę. Chyba.
J. się odezwał. Przeprasza.
I co ja mam dalej robić?
Chyba tylko się rozpłakać.
I życzę Ci Kasiu by uśmiech nie schodził z Twoich ust.
Jak Ty mnie mało znasz.
Uśmiechu już nie mam. Jest tylko złudzenie.
Życzę Wam mili moi Tylko szczęscia.
I odnalezienia własnego miejsca na świecie.
Nastał TEN czas.
Święta.
Kolejna Wielka Impreza, a raczej Wielka Improwizacja w moim domu.
Wigilie odbębnione.
Pierwsza w domu - w gronie 4 osób.
Dziwnie. Przemilczane zwrotki piosenki życia, które powinny zostać 'zaśpiewane'.
Czytałam Biblię. Jakaś gorycz wspomnień mignęła mi przed oczyma i ukłuła w serce.
Druga [Wigilia] - u babci.
Zwykłe spotkanie przed kilku potrawach, chociaż... Dziadek się wzruszył.
Widać, że robi mu się ciężko, że wszyscy - wujek Maniek, ciotka Urszula, ciotka Ziótka i reszta zaczynają się nie ubłagalnie zbliżać ku końcowi.
Smutne.
Za nie całą godzinę pasterka - nie idę na nią.
A miałam.
Ale.. no cóż grzeszę lenistwem.
Pomalowałam usta na czerwono - po co?
Nie mam pojęcia.
A..Bo są brzydkie - dlatego.
W ogóle czuję się brzydko. Szaro.
I życzę CI by w przyszłym roku to ludzie rozśmieszali Ciebie, a nie Ty ich.
I na miłośc Boską, wróć po Sylwestrze do szkoły!
Acha. Wrócę. Chyba.
J. się odezwał. Przeprasza.
I co ja mam dalej robić?
Chyba tylko się rozpłakać.
I życzę Ci Kasiu by uśmiech nie schodził z Twoich ust.
Jak Ty mnie mało znasz.
Uśmiechu już nie mam. Jest tylko złudzenie.
Życzę Wam mili moi Tylko szczęscia.
I odnalezienia własnego miejsca na świecie.
sobota, 13 grudnia 2008
A bo?
No tak mili moi.
Dokładnie za 11 dni będziemy się zbierać na pasterkę.
Nie pamiętam zeszłych świąt.
Ani tych sprzed dwóch lat.
Jakieś zamazane obrazy.
Ale za to pamiętam wigilię sprzed 12 lat.
15 osób przy jednym małym stole.
Jeden mały stół w małym pokoju.
Mały pokój zamieszczony gdzieś w przestrzeni.
Dziadek leżący na łóżku. To były jego ostatnie święta.
Ale za to czuł się wtedy tak dobrze, jakby wcale nie był chory.
Babcia krzątająca się między nami.
Barszcz, karp, uszka i kompot.
To było tak dawno.
5 lat temu miałam ostatnią prawdziwą wigilię
Później były tylko pseudo spotkania przy barszczu.
Za miesiąc mam studniówkę. Nie mam partnera.
Łudzę się, że spotkam kogoś odpowiedniego - ale to bzdura.
Chyba wyjdę pod kościół mariacki z kartką "poszukuję faceta".
Blondynki mają ciężko.
To straszne, ale chce mi się J.
Chciałabym się przytulić, choć na chwilę i utonąć w wielkich ciepłych ramionach.
Wróciłabym, choć na chwilę do dj.
Na sekundę, by się pośmiać z nich.
Podroczyć z K.
Wymienić ponętne spojrzenia z L.
Pozmywać naczynia.
Pomęczyć S.
Pokłócić się z B.
Smutno mi jest mimo, że to wyszło mi wszystko na dobre.
Czasem myślę, że wciąż wolałabym tam przychodzić i być częścią tych ludzi.
A teraz? Jak nie ma G. to jestem sama.
Nie mam gdzie uciec.
Wszystko mnie goni.
Szaleje.
Wpadam w furię.
Nic mi nie pasuję.
I co dalej? i co dalej?
Myśl dziewczyno, myśl!
Dokładnie za 11 dni będziemy się zbierać na pasterkę.
Nie pamiętam zeszłych świąt.
Ani tych sprzed dwóch lat.
Jakieś zamazane obrazy.
Ale za to pamiętam wigilię sprzed 12 lat.
15 osób przy jednym małym stole.
Jeden mały stół w małym pokoju.
Mały pokój zamieszczony gdzieś w przestrzeni.
Dziadek leżący na łóżku. To były jego ostatnie święta.
Ale za to czuł się wtedy tak dobrze, jakby wcale nie był chory.
Babcia krzątająca się między nami.
Barszcz, karp, uszka i kompot.
To było tak dawno.
5 lat temu miałam ostatnią prawdziwą wigilię
Później były tylko pseudo spotkania przy barszczu.
Za miesiąc mam studniówkę. Nie mam partnera.
Łudzę się, że spotkam kogoś odpowiedniego - ale to bzdura.
Chyba wyjdę pod kościół mariacki z kartką "poszukuję faceta".
Blondynki mają ciężko.
To straszne, ale chce mi się J.
Chciałabym się przytulić, choć na chwilę i utonąć w wielkich ciepłych ramionach.
Wróciłabym, choć na chwilę do dj.
Na sekundę, by się pośmiać z nich.
Podroczyć z K.
Wymienić ponętne spojrzenia z L.
Pozmywać naczynia.
Pomęczyć S.
Pokłócić się z B.
Smutno mi jest mimo, że to wyszło mi wszystko na dobre.
Czasem myślę, że wciąż wolałabym tam przychodzić i być częścią tych ludzi.
A teraz? Jak nie ma G. to jestem sama.
Nie mam gdzie uciec.
Wszystko mnie goni.
Szaleje.
Wpadam w furię.
Nic mi nie pasuję.
I co dalej? i co dalej?
Myśl dziewczyno, myśl!
piątek, 5 grudnia 2008
Czas ucieka - wieczność czeka.
Taka prawda moi mili.
Nieubłagalnie giniemy w wirze czasu.
W wirze zajęć i niespełnionych marzeń.
Wszystko tak szybko się kończy, że nie jesteśmy w stanie stwierdzić kiedy to się rozpoczęło.
Przecież to wszystko było tak nie dawno.
Pierwszy pocałunek.
Pierwsze przytulenie.
Pierwszy śmiech.
Pierwszy dzień.
A gdy byłam tam ostatni raz, powiedziałam:
Nie pamiętam jak Cię poznałam. Lubię pamiętać poznawanie ludzi.
To było tak dawno.
To straszne, bo nie pamiętam siebie z przed pół roku.
Wszystko wydaję mi się zamazane.
Jakby wspomnienie kogoś obcego.
Ale co najgorsze, nie potrafię powiedzieć jaka jestem teraz.
Czy jestem zła czy dobra. Czy jestem ukojeniem czy koszmarem.
Nazywano mnie Aniołem.
Nazywano mnie Diablicą
Dualizm natury ludzkiej? A może bardziej schizofrenia?
Wiecie jakie jest moje marzenie?
Móc spojrzeć kiedyś mojemu dziecku w oczy i powiedzenie mu, że Jestem szczęśliwą osobą. Przeżyłam dobrze życie. Niczego nie żałuje i mam nadzieję, że paru ludzi będzie o mnie pamiętać i po mojej śmierci będzie im naprawdę przykro i nudno beze mnie.
Bo mnie się albo kocha, albo nienawidzi.
Wiesz, jesteś niezastąpiona.
Ty też G., Ty też...
Nieubłagalnie giniemy w wirze czasu.
W wirze zajęć i niespełnionych marzeń.
Wszystko tak szybko się kończy, że nie jesteśmy w stanie stwierdzić kiedy to się rozpoczęło.
Przecież to wszystko było tak nie dawno.
Pierwszy pocałunek.
Pierwsze przytulenie.
Pierwszy śmiech.
Pierwszy dzień.
A gdy byłam tam ostatni raz, powiedziałam:
Nie pamiętam jak Cię poznałam. Lubię pamiętać poznawanie ludzi.
To było tak dawno.
To straszne, bo nie pamiętam siebie z przed pół roku.
Wszystko wydaję mi się zamazane.
Jakby wspomnienie kogoś obcego.
Ale co najgorsze, nie potrafię powiedzieć jaka jestem teraz.
Czy jestem zła czy dobra. Czy jestem ukojeniem czy koszmarem.
Nazywano mnie Aniołem.
Nazywano mnie Diablicą
Dualizm natury ludzkiej? A może bardziej schizofrenia?
Wiecie jakie jest moje marzenie?
Móc spojrzeć kiedyś mojemu dziecku w oczy i powiedzenie mu, że Jestem szczęśliwą osobą. Przeżyłam dobrze życie. Niczego nie żałuje i mam nadzieję, że paru ludzi będzie o mnie pamiętać i po mojej śmierci będzie im naprawdę przykro i nudno beze mnie.
Bo mnie się albo kocha, albo nienawidzi.
Wiesz, jesteś niezastąpiona.
Ty też G., Ty też...
Subskrybuj:
Posty (Atom)