środa, 15 października 2008

tak.

Unforgiven.
Muzyka gra w mojej głowie.
Dramat jakiś dziki.
mam dość.
Byle nie złapać doła.
Nie teraz.
Będzie mi łatwiej wyjechać.
Ale teraz? teraz chce sama sobie przegryźć żyły i patrzeć jak się wykrwawiam.
Nawet partnera na studniówkę nie mam.
Bardziej idealnie nie będzie.
To już nawet śmieszne nie jest.
Spotkałam L. a ten zaprosił mnie na kawę.
Rozpłacze się.
Spotkałam tego.. a on..? Uśmiechnął się jak gdyby nigdy nic.
Gorzej być już chyba nie może?
Bo co się jeszcze może spierdolić?
To co było najważniejsze już się spierdoliło.
Nie naprawię tego. A starałam się jak mogłam.
Wysłałam z milion wiadomości, a on nic.
Zaczynam powątpiewać, że to wszystko jest warte tego zachodu.
Czemu taki jesteś? Staram się jak mogę by Cię przeprosić, i wytłumaczyć a Ty nic.
Więcej już i tak nie mogę zrobić. A szkoda.
Szkoda mi tych fajnych chwil.
Było naprawdę dobrze.
Spacery.
Pocałunki.
Mały czejwony sajochodzik,
który był niewyobrażalnie śmieszny.
I ten śmiech. Bo się zapowietrzysz.
Trudno.
Teraz już i tak nie ważne.
Ah. wystarczającą zrobiłam z siebie idiotkę.
I tak umrzemy.

poniedziałek, 13 października 2008

Hy?

Zniszczyłam.
Zniszczyłam najważniejszą dla mnie rzecz.
On mi dodawał siły. I wiary.
Było mi miło mieć go przy sobie.
Z całych sił chciałabym cofnąć wykrzyczane słowa.
Chcę mi się ryczeć.
Nie on.
Nie on.
proszę.
Nie on.
On jest dla mnie zbyt ważny.
Boże. błagam Cię na kolanach, spraw by mnie nie opuszczał.

niedziela, 12 października 2008

Ah!

Poczułam się jakby ktoś mi strzelił w ryj.
Tak z liścia i z całej siły.
Zabolało mnie.
Rozdygotałam się.
Miałam w sobie tyle złości, że byłam w stanie zniszczyć pół domu.
Byłam smutna.
Jestem smutna.
Poniosło mnie, ale to dlatego, że masz mnie za idiotkę. Jesteś cholernym egoistą.
W związku trzeba patrzeć z perspektywy dwóch ludzi.
Nie można patrzeć tak jakby się było samym.
-Mam Ci przypomnieć który to już raz?
-Nie pogrążaj mnie w swoich oczach..
Staczam się.
Makabrycznie.
Daję Ci ostatnio szasnę. Masz przyjechać inaczej, nie chcę Cię więcej widzieć.
Super.
Idealnie.
Piękniej nie będzie.

sobota, 11 października 2008

Smutno mi.

Smutno mi, a może budyń?
Smutno, bo staram się, a on mnie ma w poważaniu.
Może czasem Cię zaniedbuję, ale to nie powód by się obrażać.
Nie. To jeszcze nie powód.
-Znowu balujesz? I znowu zapomniałeś o mnie?
-Nie! Ja jestem panta rei. W końcu przecież piątek.

Po co o mnie pamiętać?
Jestem miłym dodatkiem.
Jestem wypełnieniem luki między pracą, a snem.
Kasia, gniewasz się?
Nie, nie gniewam się.
Po prostu mi smutno.
Foch?
Nie. Po prostu znowu chybiłam.
Jak to było..?
Aaaa...
Zawsze trafiaj w dziesiątkę!

czwartek, 9 października 2008

Hm

Coś się zmieniło.
Ale nie wiem co.
Choć ciągle jestem Aniołem, już tego nie odczuwam choć jesteśmy tak krótko.
Czemu?
Nie wiem.
Chociaż? Wiem.
Bo on nie ma czasu.
Bo jest praca, która jest ważniejsza ode mnie.
Nasze spotkanie.
Kolejny telefon.
Kolejne tak, słucham?.
I choć mam głęboko w poważaniu tą jego prace i pieniądze, które zarabia - chce by pracował.
Daje mi to dystans, nie tyle co do niego,a do samej siebie.
Nie wiem czemu, widzę go jako osobę, z którą mogłabym spędzić całe życie.
Ja bym się ciągle śmiała.
A on by mnie uspakajał.
Byłabym niczym... Niczym.
Jestem cholernym małolatem.
Matura.
Studniówka.
Wrocław.
Rzym.
Nie podołam.
A zresztą. I tak nie dożyję 30.