niedziela, 28 grudnia 2008

Motyl i Skafander.

To co ty nazywasz jednym dniem, dla motyla zowie się całe życie.
Moja dusza, śmiem twierdzić, gdzieś się zakneblowała.
Gdzieś pomiędzy czas działać, a marzyć.
Śmieszne.
Albo i nie?
Staram się stworzyć prezentacje maturalną.
Jakaś awantura (chyba o Kasię?) wisi w powietrzu.
Martwię się.
Dotarło do mnie, że to ostatnie dni TEGO roku. Roku, który jest granicą
Granicą pomiędzy czym, a czym?
Zapomniałam..
A! Już wiem! Pomiędzy dzieciństwem, a dorosłością.
I tak będę gówniarzem, nawet za kilkanaście lat, ale teraz kończą mi się przelewki.
19 (!) rok życia mi płynie.
No przecież to niemożliwe.
Jeszcze wczoraj miałam 13 lat i szłam pierwszego dnia do gimnazjum.
Jeszcze wczoraj miałam ciemny blond na głowie, godzinę później rudy, a od kilku chwil jestem złotowłosą królewną.
To chyba jednak, nie było wczoraj?
I chyba wczoraj, też nie pocałowałam pierwszy raz chłopaka.
Jak nie wczoraj to przedwczoraj, o!

sobota, 27 grudnia 2008

Tak, tak!

Tak mili moi.
Trzeba umieć żyć.
Z całych sił, tak ażeby inni mogli Ci zazdrościć.
Życie nie jest proste, i nie każdy umie poprawnie żyć.
I trzeba umieć marzyć. O tak. To dopiero sztuka.
Marzyłam ostatnio o jakiejś pięknej chwili.
I przypomniał mi się zeszły rok. Sylwester.
Kto by pomyślał?
No kto?
To było tak dawno, że aż... ledwo pamiętam.
To było tak dawno, że śmiem twierdzić, iż to nie żyłam wtedy ja.
Rok temu miałam 17 lat.
A teraz mam 18.
Rok temu sądziłam, że jestem wyjątkowa i że zmienię cały świat.
Nie rozpaczałam, szalałam - i tłumaczyłam się, że mi tak wolno.
A teraz?
A teraz rozpaczam, bo czuję, że mi coś ucieka. Już nie szaleje - bo wyrosłam z tego.
Bunt mam za sobą.
Ciężko było.
Mój krzyk: Bo ja chcę!
I miłość była łatwiejsza.
I wszystko było łatwiejsze.
A teraz już nie jest.
Ciekawe czy wrócę jeszcze kiedyś?
Chyba nie.
Mam nadzieję, że tam gdzie zawędruję pokocha mnie ktoś.
Ktoś.
Ktoś.
Ktoś.
A jak nie? To co?
To nic.
Przecież trzeba umieć żyć.

środa, 24 grudnia 2008

Święta. I co dalej?

Ano tak mili moi, ano tak.
Nastał TEN czas.
Święta.
Kolejna Wielka Impreza, a raczej Wielka Improwizacja w moim domu.
Wigilie odbębnione.
Pierwsza w domu - w gronie 4 osób.
Dziwnie. Przemilczane zwrotki piosenki życia, które powinny zostać 'zaśpiewane'.
Czytałam Biblię. Jakaś gorycz wspomnień mignęła mi przed oczyma i ukłuła w serce.
Druga [Wigilia] - u babci.
Zwykłe spotkanie przed kilku potrawach, chociaż... Dziadek się wzruszył.
Widać, że robi mu się ciężko, że wszyscy - wujek Maniek, ciotka Urszula, ciotka Ziótka i reszta zaczynają się nie ubłagalnie zbliżać ku końcowi.
Smutne.
Za nie całą godzinę pasterka - nie idę na nią.
A miałam.
Ale.. no cóż grzeszę lenistwem.
Pomalowałam usta na czerwono - po co?
Nie mam pojęcia.
A..Bo są brzydkie - dlatego.
W ogóle czuję się brzydko. Szaro.
I życzę CI by w przyszłym roku to ludzie rozśmieszali Ciebie, a nie Ty ich.
I na miłośc Boską, wróć po Sylwestrze do szkoły!

Acha. Wrócę. Chyba.
J. się odezwał. Przeprasza.
I co ja mam dalej robić?
Chyba tylko się rozpłakać.
I życzę Ci Kasiu by uśmiech nie schodził z Twoich ust.
Jak Ty mnie mało znasz.
Uśmiechu już nie mam. Jest tylko złudzenie.
Życzę Wam mili moi Tylko szczęscia.
I odnalezienia własnego miejsca na świecie.

sobota, 13 grudnia 2008

A bo?

No tak mili moi.
Dokładnie za 11 dni będziemy się zbierać na pasterkę.
Nie pamiętam zeszłych świąt.
Ani tych sprzed dwóch lat.
Jakieś zamazane obrazy.
Ale za to pamiętam wigilię sprzed 12 lat.
15 osób przy jednym małym stole.
Jeden mały stół w małym pokoju.
Mały pokój zamieszczony gdzieś w przestrzeni.
Dziadek leżący na łóżku. To były jego ostatnie święta.
Ale za to czuł się wtedy tak dobrze, jakby wcale nie był chory.
Babcia krzątająca się między nami.
Barszcz, karp, uszka i kompot.
To było tak dawno.
5 lat temu miałam ostatnią prawdziwą wigilię
Później były tylko pseudo spotkania przy barszczu.
Za miesiąc mam studniówkę. Nie mam partnera.
Łudzę się, że spotkam kogoś odpowiedniego - ale to bzdura.
Chyba wyjdę pod kościół mariacki z kartką "poszukuję faceta".
Blondynki mają ciężko.
To straszne, ale chce mi się J.
Chciałabym się przytulić, choć na chwilę i utonąć w wielkich ciepłych ramionach.
Wróciłabym, choć na chwilę do dj.
Na sekundę, by się pośmiać z nich.
Podroczyć z K.
Wymienić ponętne spojrzenia z L.
Pozmywać naczynia.
Pomęczyć S.
Pokłócić się z B.
Smutno mi jest mimo, że to wyszło mi wszystko na dobre.
Czasem myślę, że wciąż wolałabym tam przychodzić i być częścią tych ludzi.
A teraz? Jak nie ma G. to jestem sama.
Nie mam gdzie uciec.
Wszystko mnie goni.
Szaleje.
Wpadam w furię.
Nic mi nie pasuję.
I co dalej? i co dalej?
Myśl dziewczyno, myśl!

piątek, 5 grudnia 2008

Czas ucieka - wieczność czeka.

Taka prawda moi mili.
Nieubłagalnie giniemy w wirze czasu.
W wirze zajęć i niespełnionych marzeń.
Wszystko tak szybko się kończy, że nie jesteśmy w stanie stwierdzić kiedy to się rozpoczęło.
Przecież to wszystko było tak nie dawno.
Pierwszy pocałunek.
Pierwsze przytulenie.
Pierwszy śmiech.
Pierwszy dzień.
A gdy byłam tam ostatni raz, powiedziałam:
Nie pamiętam jak Cię poznałam. Lubię pamiętać poznawanie ludzi.
To było tak dawno.
To straszne, bo nie pamiętam siebie z przed pół roku.
Wszystko wydaję mi się zamazane.
Jakby wspomnienie kogoś obcego.
Ale co najgorsze, nie potrafię powiedzieć jaka jestem teraz.
Czy jestem zła czy dobra. Czy jestem ukojeniem czy koszmarem.
Nazywano mnie Aniołem.
Nazywano mnie Diablicą
Dualizm natury ludzkiej? A może bardziej schizofrenia?

Wiecie jakie jest moje marzenie?
Móc spojrzeć kiedyś mojemu dziecku w oczy i powiedzenie mu, że Jestem szczęśliwą osobą. Przeżyłam dobrze życie. Niczego nie żałuje i mam nadzieję, że paru ludzi będzie o mnie pamiętać i po mojej śmierci będzie im naprawdę przykro i nudno beze mnie.
Bo mnie się albo kocha, albo nienawidzi.
Wiesz, jesteś niezastąpiona.
Ty też G., Ty też...

środa, 15 października 2008

tak.

Unforgiven.
Muzyka gra w mojej głowie.
Dramat jakiś dziki.
mam dość.
Byle nie złapać doła.
Nie teraz.
Będzie mi łatwiej wyjechać.
Ale teraz? teraz chce sama sobie przegryźć żyły i patrzeć jak się wykrwawiam.
Nawet partnera na studniówkę nie mam.
Bardziej idealnie nie będzie.
To już nawet śmieszne nie jest.
Spotkałam L. a ten zaprosił mnie na kawę.
Rozpłacze się.
Spotkałam tego.. a on..? Uśmiechnął się jak gdyby nigdy nic.
Gorzej być już chyba nie może?
Bo co się jeszcze może spierdolić?
To co było najważniejsze już się spierdoliło.
Nie naprawię tego. A starałam się jak mogłam.
Wysłałam z milion wiadomości, a on nic.
Zaczynam powątpiewać, że to wszystko jest warte tego zachodu.
Czemu taki jesteś? Staram się jak mogę by Cię przeprosić, i wytłumaczyć a Ty nic.
Więcej już i tak nie mogę zrobić. A szkoda.
Szkoda mi tych fajnych chwil.
Było naprawdę dobrze.
Spacery.
Pocałunki.
Mały czejwony sajochodzik,
który był niewyobrażalnie śmieszny.
I ten śmiech. Bo się zapowietrzysz.
Trudno.
Teraz już i tak nie ważne.
Ah. wystarczającą zrobiłam z siebie idiotkę.
I tak umrzemy.

poniedziałek, 13 października 2008

Hy?

Zniszczyłam.
Zniszczyłam najważniejszą dla mnie rzecz.
On mi dodawał siły. I wiary.
Było mi miło mieć go przy sobie.
Z całych sił chciałabym cofnąć wykrzyczane słowa.
Chcę mi się ryczeć.
Nie on.
Nie on.
proszę.
Nie on.
On jest dla mnie zbyt ważny.
Boże. błagam Cię na kolanach, spraw by mnie nie opuszczał.

niedziela, 12 października 2008

Ah!

Poczułam się jakby ktoś mi strzelił w ryj.
Tak z liścia i z całej siły.
Zabolało mnie.
Rozdygotałam się.
Miałam w sobie tyle złości, że byłam w stanie zniszczyć pół domu.
Byłam smutna.
Jestem smutna.
Poniosło mnie, ale to dlatego, że masz mnie za idiotkę. Jesteś cholernym egoistą.
W związku trzeba patrzeć z perspektywy dwóch ludzi.
Nie można patrzeć tak jakby się było samym.
-Mam Ci przypomnieć który to już raz?
-Nie pogrążaj mnie w swoich oczach..
Staczam się.
Makabrycznie.
Daję Ci ostatnio szasnę. Masz przyjechać inaczej, nie chcę Cię więcej widzieć.
Super.
Idealnie.
Piękniej nie będzie.

sobota, 11 października 2008

Smutno mi.

Smutno mi, a może budyń?
Smutno, bo staram się, a on mnie ma w poważaniu.
Może czasem Cię zaniedbuję, ale to nie powód by się obrażać.
Nie. To jeszcze nie powód.
-Znowu balujesz? I znowu zapomniałeś o mnie?
-Nie! Ja jestem panta rei. W końcu przecież piątek.

Po co o mnie pamiętać?
Jestem miłym dodatkiem.
Jestem wypełnieniem luki między pracą, a snem.
Kasia, gniewasz się?
Nie, nie gniewam się.
Po prostu mi smutno.
Foch?
Nie. Po prostu znowu chybiłam.
Jak to było..?
Aaaa...
Zawsze trafiaj w dziesiątkę!

czwartek, 9 października 2008

Hm

Coś się zmieniło.
Ale nie wiem co.
Choć ciągle jestem Aniołem, już tego nie odczuwam choć jesteśmy tak krótko.
Czemu?
Nie wiem.
Chociaż? Wiem.
Bo on nie ma czasu.
Bo jest praca, która jest ważniejsza ode mnie.
Nasze spotkanie.
Kolejny telefon.
Kolejne tak, słucham?.
I choć mam głęboko w poważaniu tą jego prace i pieniądze, które zarabia - chce by pracował.
Daje mi to dystans, nie tyle co do niego,a do samej siebie.
Nie wiem czemu, widzę go jako osobę, z którą mogłabym spędzić całe życie.
Ja bym się ciągle śmiała.
A on by mnie uspakajał.
Byłabym niczym... Niczym.
Jestem cholernym małolatem.
Matura.
Studniówka.
Wrocław.
Rzym.
Nie podołam.
A zresztą. I tak nie dożyję 30.

niedziela, 28 września 2008

:*

Rośnie we mnie złość.
Ogromna, wielka, nie ograniczona żadną siła.
Mam ochotę niszczyć, ranić, pastwić się.
Serdecznie w dupie mam odczucia innych.
interesuję mnie tylko jedna rzecz.
I ciemność.... Ta ciemność mną owładnia.
To nie możliwe. I irracjonalne.
Ale tak.
Masz zajebistą psychę.

poniedziałek, 22 września 2008

Bo tak!

Bo jestem szczęśliwa.
Bo w końcu spotkało mnie coś - co nie jest dziełem przypadku.
Szkoła, klasa, dj, G., A. - to wszystko to zajebiste dzieło przypadku.
Nawet moje życie, to tylko kwestia, chwili.
Podziękuj moim rodzicom, za to, że mieli wtedy ochotę - inaczej byśmy się nigdy nie spotkali.
I nagle on.
Osoba, którą prędzej czy później był spotkała.
Jak nie wtedy, to za 2 tygodnie.
Jak nie wtedy, to za rok.
On - zawsze przy mnie był!
A ja nieświadomie, jeździłam do Ojcowa, bo coś mnie tam ciągnęło i wiedziałam, że tam jest coś co na mnie czeka.
I czekał.
I teraz, co tydzień jeżdżę do Ojcowa, chodzę, zwiedzam. I coś wypełniło lukę, która we mnie panowała.
I zaczęłam się uśmiechać tak jak on lubi.
I zaczęłam układać włosy tak, by mógł się nimi bawić i by mu się podobały.
I zaczęłam nosić czerwone stringi, bo on uwielbia mnie w nich.
I z Truskawci, wiecznie uśmiechniętej stałam się Aniołem. Jego Aniołem.
Anioł, w czerwono - krwistej bieliźnie.

środa, 17 września 2008

Przepraszam.

Przepraszam.
Nie umiem inaczej wyrazić swojego egoizmu i hipokryzji.
Przepraszam, że mówiłam tyle zbędnych słów.
Ale było warto, ażeby poczuć to, że nie jest się gówniarzem.
Miło się człowiek czuję, gdy nagle dostrzega to, że był kiedyś głupi.

poniedziałek, 1 września 2008

Czar

Czar prysnął.                                                                                                                                                      

Minęły marzenia i te złudzenia,

Nieco absurdalne,  niedorzeczne i błache.

Minęły tańce snów,

różowe, zielone, lekko zakręcone.

Gdzieś zatraciła się gra zapachów,

różanych, damskich no i trochę męskich, 

Nie słyszalne są już szepty, 

które kiedyś były odczuwalne wręcz na skórze.

Został juz tylko motyl w brzuchu, 

gdzieś zaschnięta łza i rozmazany tusz, 

został ślad po szmince na kołnierzu

no i jeszcze ból.

Dedykuję ten wiersz dwóm osobom. A i L.

L, bo jest chorym skurwysynem, 

A, bo była niczym przyjaciółka, a zraniła mnie tak bardzo, że już nawet nie mam łez.

 

niedziela, 31 sierpnia 2008

Jutro do szkoly.

Ostatni raz. 

Ostatni raz taki format roku. 

Nie wiem czy śmiać się czy płakać

Kilka godzin wstecz są zamazane, jakby ich nigdy nie było.

Ale były. I się śmiałam.

I tańczyłam bez butów.

Że też, nie może być tak dobrze zawsze.

Zero trosk i smutków.

Tak miło. 

Tak miło. 

-ke pasa?

-kebase mam w lodówce, a co? 

Ku chwale Ojczyzny.

niedziela, 24 sierpnia 2008

Suka

Nazwał mnie suką.
On ?!
Nie miał prawa.
Leżałam na łóżku słysząc jak mi bije serce.
Leżałam na łóżku czując jak moim ciałem potrząsa uderzenia serca.
Leżałam na łóżku pełna bólu serca.
Po co wracałam?
Było mi lepiej tam.
Chodząc po lesie.
Po kij wracałam do tego cholernego miasta i problemów?
Było mi tak dobrze.
Why he wrote to me?
Why he can't forgot about me?
I hate him.
And he told me, that he loves me. Wtf?
I want to return to the forrest.
There are so quietly.
I hate Cracov.
Cry for you.

sobota, 23 sierpnia 2008

Cam bek po raz wtóry.

Spędziłam miłe 2 tygodnie.
Pod znakiem chodzenia po lesie i słuchania walców Johana Straussa.
Chodziłam po plaży i wchodziłam po pas do morza mimo, że byłam ubrana.
Było wspaniale.
Byłam ja i moje myśli.
Z dale od tych chorych spraw.
G. mnie oskarża.
G. jej wierzy.
Ja musiałam się przyznać do swojej głupoty i naiwności.
Zadowolone?
Mam nadzieję.
Bo już straciłyście szansę.
Miałam poprzerywane sny.
Miałam poszarpane myśli.
Miałam podrapaną nogę.
Gubiłam się w lesie - alegorii mojego umysłu.
Jednak zawsze odnajdywałam drogę.
To chyba dobrze?
Jest teraz J.
Ciekawe co z nim będzie.
Przed niewinnie przelaną bratnią krwią w pokorze chylimy czoła.
Gdy to czytałam - autentycznie się poryczałam.
Stocznia Gdańska wyzwala emocję.

środa, 6 sierpnia 2008

Can't you just let me be?

Chłód przenika.
Marznę.
A jest środek lata.
Lato za chwilę się będzie kończyć.
Za chwilę październik, listopad i znowu Sylwester.
Ciekawe gdzie go spędzę?
Pewnie sama.
Jak zwykle.
Ale z resztą, czy to ważne?
Mam błyszczyk. Nowy!
Choć nie lubię używać.
To od tego jestem uzależniona.
Cytrynowy. Mrr.
Goodbye my hopeless dream.
Chciałabym, żeby już była matura.

czwartek, 31 lipca 2008

Zmiany.

Zmiany dotyczą wszystkiego.
Najmniejszych gestów i szczegółów.
Zachowań.
Oraz ruszania nosem.
Marudzenia i śmiania się.
Nic tylko zakrzyknąć żegnaj.
Na zawsze.
Było miło.
Już nie wróci nic.