Unforgiven.
Muzyka gra w mojej głowie.
Dramat jakiś dziki.
mam dość.
Byle nie złapać doła.
Nie teraz.
Będzie mi łatwiej wyjechać.
Ale teraz? teraz chce sama sobie przegryźć żyły i patrzeć jak się wykrwawiam.
Nawet partnera na studniówkę nie mam.
Bardziej idealnie nie będzie.
To już nawet śmieszne nie jest.
Spotkałam L. a ten zaprosił mnie na kawę.
Rozpłacze się.
Spotkałam tego.. a on..? Uśmiechnął się jak gdyby nigdy nic.
Gorzej być już chyba nie może?
Bo co się jeszcze może spierdolić?
To co było najważniejsze już się spierdoliło.
Nie naprawię tego. A starałam się jak mogłam.
Wysłałam z milion wiadomości, a on nic.
Zaczynam powątpiewać, że to wszystko jest warte tego zachodu.
Czemu taki jesteś? Staram się jak mogę by Cię przeprosić, i wytłumaczyć a Ty nic.
Więcej już i tak nie mogę zrobić. A szkoda.
Szkoda mi tych fajnych chwil.
Było naprawdę dobrze.
Spacery.
Pocałunki.
Mały czejwony sajochodzik, który był niewyobrażalnie śmieszny.
I ten śmiech. Bo się zapowietrzysz.
Trudno.
Teraz już i tak nie ważne.
Ah. wystarczającą zrobiłam z siebie idiotkę.
I tak umrzemy.
środa, 15 października 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz