Taka prawda moi mili.
Nieubłagalnie giniemy w wirze czasu.
W wirze zajęć i niespełnionych marzeń.
Wszystko tak szybko się kończy, że nie jesteśmy w stanie stwierdzić kiedy to się rozpoczęło.
Przecież to wszystko było tak nie dawno.
Pierwszy pocałunek.
Pierwsze przytulenie.
Pierwszy śmiech.
Pierwszy dzień.
A gdy byłam tam ostatni raz, powiedziałam:
Nie pamiętam jak Cię poznałam. Lubię pamiętać poznawanie ludzi.
To było tak dawno.
To straszne, bo nie pamiętam siebie z przed pół roku.
Wszystko wydaję mi się zamazane.
Jakby wspomnienie kogoś obcego.
Ale co najgorsze, nie potrafię powiedzieć jaka jestem teraz.
Czy jestem zła czy dobra. Czy jestem ukojeniem czy koszmarem.
Nazywano mnie Aniołem.
Nazywano mnie Diablicą
Dualizm natury ludzkiej? A może bardziej schizofrenia?
Wiecie jakie jest moje marzenie?
Móc spojrzeć kiedyś mojemu dziecku w oczy i powiedzenie mu, że Jestem szczęśliwą osobą. Przeżyłam dobrze życie. Niczego nie żałuje i mam nadzieję, że paru ludzi będzie o mnie pamiętać i po mojej śmierci będzie im naprawdę przykro i nudno beze mnie.
Bo mnie się albo kocha, albo nienawidzi.
Wiesz, jesteś niezastąpiona.
Ty też G., Ty też...
piątek, 5 grudnia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz