sobota, 13 grudnia 2008

A bo?

No tak mili moi.
Dokładnie za 11 dni będziemy się zbierać na pasterkę.
Nie pamiętam zeszłych świąt.
Ani tych sprzed dwóch lat.
Jakieś zamazane obrazy.
Ale za to pamiętam wigilię sprzed 12 lat.
15 osób przy jednym małym stole.
Jeden mały stół w małym pokoju.
Mały pokój zamieszczony gdzieś w przestrzeni.
Dziadek leżący na łóżku. To były jego ostatnie święta.
Ale za to czuł się wtedy tak dobrze, jakby wcale nie był chory.
Babcia krzątająca się między nami.
Barszcz, karp, uszka i kompot.
To było tak dawno.
5 lat temu miałam ostatnią prawdziwą wigilię
Później były tylko pseudo spotkania przy barszczu.
Za miesiąc mam studniówkę. Nie mam partnera.
Łudzę się, że spotkam kogoś odpowiedniego - ale to bzdura.
Chyba wyjdę pod kościół mariacki z kartką "poszukuję faceta".
Blondynki mają ciężko.
To straszne, ale chce mi się J.
Chciałabym się przytulić, choć na chwilę i utonąć w wielkich ciepłych ramionach.
Wróciłabym, choć na chwilę do dj.
Na sekundę, by się pośmiać z nich.
Podroczyć z K.
Wymienić ponętne spojrzenia z L.
Pozmywać naczynia.
Pomęczyć S.
Pokłócić się z B.
Smutno mi jest mimo, że to wyszło mi wszystko na dobre.
Czasem myślę, że wciąż wolałabym tam przychodzić i być częścią tych ludzi.
A teraz? Jak nie ma G. to jestem sama.
Nie mam gdzie uciec.
Wszystko mnie goni.
Szaleje.
Wpadam w furię.
Nic mi nie pasuję.
I co dalej? i co dalej?
Myśl dziewczyno, myśl!

Brak komentarzy: