Ano tak mili moi, ano tak.
Nastał TEN czas.
Święta.
Kolejna Wielka Impreza, a raczej Wielka Improwizacja w moim domu.
Wigilie odbębnione.
Pierwsza w domu - w gronie 4 osób.
Dziwnie. Przemilczane zwrotki piosenki życia, które powinny zostać 'zaśpiewane'.
Czytałam Biblię. Jakaś gorycz wspomnień mignęła mi przed oczyma i ukłuła w serce.
Druga [Wigilia] - u babci.
Zwykłe spotkanie przed kilku potrawach, chociaż... Dziadek się wzruszył.
Widać, że robi mu się ciężko, że wszyscy - wujek Maniek, ciotka Urszula, ciotka Ziótka i reszta zaczynają się nie ubłagalnie zbliżać ku końcowi.
Smutne.
Za nie całą godzinę pasterka - nie idę na nią.
A miałam.
Ale.. no cóż grzeszę lenistwem.
Pomalowałam usta na czerwono - po co?
Nie mam pojęcia.
A..Bo są brzydkie - dlatego.
W ogóle czuję się brzydko. Szaro.
I życzę CI by w przyszłym roku to ludzie rozśmieszali Ciebie, a nie Ty ich.
I na miłośc Boską, wróć po Sylwestrze do szkoły!
Acha. Wrócę. Chyba.
J. się odezwał. Przeprasza.
I co ja mam dalej robić?
Chyba tylko się rozpłakać.
I życzę Ci Kasiu by uśmiech nie schodził z Twoich ust.
Jak Ty mnie mało znasz.
Uśmiechu już nie mam. Jest tylko złudzenie.
Życzę Wam mili moi Tylko szczęscia.
I odnalezienia własnego miejsca na świecie.
środa, 24 grudnia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz